3.1.17

Rozdział 5 (25)

Cześć, kochani!
Nowy rok, nowy rozdział! Wiem, że w tamtym roku pojawiły się tylko 3 posty, ale w tym roku postaram się to zmienić.
Zbliżają się kolejne urodzinki bloga! Nie mogę uwierzyć, że to już dwa latka jak piszę Unieśmy Ponad Niebo. Nie będę szykować jakiejś oddzielnej notki na tą okazję, a jedynie tutaj pozwolę sobie na kolejne podsumowanie. 
Unieśmy ponad niebo obserwuje 22 osoby, łączna liczba wyświetleń wynosi ponad 26 tysięcy. Nawiązałam także współpracę z cudowna betą mózg_leniwca (klikając tutaj przeniesiecie się na jej bloga.) 
To chyba na tyle, nie będę przedłużać. Zapraszam do czytania! 




Hermiona traktowała panią Weasley jak drugą mamę. Po wojnie, kiedy okazało się, że poszukiwania państwa Granger spełzły na niczym, Molly była dla niej naprawdę wielką ostoją. Zawsze zrozumiała, pocieszyła, dała dobre rady. Kiedy rozstała się z Ronem, myślała, że pani Weasley będzie z tego bardzo niezadowolona. Molly od wielu lat traktowała ją jak córkę i chciała, aby w końcu Hermiona dołączyła do ich rodziny. Jednak ku zaskoczeniu Hermiony, mama Rona po krótkiej rozmowie z nią, zaakceptowała ich decyzję i nigdy więcej nie podjęła tego tematu.
Wieść o śmierci pani Weasley bardzo Hermioną wstrząsnęła. Nie mogła w to uwierzyć, Molly zawsze cechowała się dobrym zdrowiem. W ich świecie była jeszcze młoda, ledwie co wkraczała w dojrzały wiek. Czarodzieje starzeli się o wiele wolniej od mugoli. Z reguły dożywali dużo więcej lat niż niemagiczni ludzie i nieczęsto zdarzało się, aby ktoś ot tak umierał we śnie. Hermiona dość długo dochodziła do siebie. Przez następne dni co chwilę myślała o odwiedzinach pani Weasley, a potem przypominała sobie, że przecież Molly nie żyje.
Hermiona starała się wspierać Potterów z całych swoich sił. Gotowała im obiady, zabierała do siebie Sue, kiedy Harry ją o to poprosił. Wcale mu się nie dziwiła. Ginny ciężko znosiła śmierć matki, a to nie należało do najmilszych widoków dla dziewczynki. Kiedy w końcu Rudej udało się przezwyciężyć ból po stracie, Hermiona odetchnęła z wyraźną ulgą. Bała się, że przyjaciółka z dnia na dzień będzie coraz bardziej zamykała się w sobie. Była oczkiem w głowie matki, jedyną córeczką spośród siódemki dzieci. To do mamy pierwszej przychodziła, gdy miała jakiś problem. Teraz pani Weasley nie żyła, jednak Hermiona starała się jej pokazywać, że w razie czego ona jest i zawsze może do niej przyjść.
 Nadszedł styczeń, śnieg sypał mocno za oknem. Minęło kilka miesięcy od śmierci Molly i jakiś czas temu do każdego doszło, że ona nie wróci. Ból po tej stracie był nadal silny, ale każdy starał się z tym radzić, jak mógł. Harry od początku nowego roku wrócił do pracy, a kiedy Hermiona spotkała się z nim w święta, powiedział, że funkcjonują w domu już jak wcześniej.
Chociaż Boże Narodzenie nie przebiegło w zbyt wesołym nastroju – były to pierwsze święta bez Molly – Hermiona cieszyła się, że znów może je spędzić z Teodorem. Przez tyle lat musieli przeżywać je oddzielnie przez jego pobyt w Azkabanie. Na wigilijną kolację u Billa i Fleur zostali zaproszeni wszyscy Weasleye, a także Draco, Teodor, Harry i ona razem z dziećmi. Gdy wracała myślami do tamtych świąt, a potem i do Sylwestra, uśmiech nie opuszczał jej twarzy.
 – Jesteś pewna, że to odpowiedni moment? – spytał Teodor.
Siedzieli razem na kanapie, a Hermiona chwilkę wcześniej zawołała Grace. Byli tylko w trójkę w domu, ponieważ kilka godzin wcześniej Draco zabrał Scorpiusa na spacer, nie chcąc zdradzić niczego więcej.
 – Tak, czekaliśmy zbyt długo, trochę to przeciągnęliśmy, a Grace musi się dowiedzieć prawdy. Chyba nie można tak wciąż funkcjonować… Chcesz, żeby nadal zwracała się do ciebie per pan?
 – Jasne, że nie. Dziękuję, Hermiono – powiedział i szybko pocałował ją w policzek.
 – Tak, mamo? – Grace weszła do salonu.
 – Kochanie, chcielibyśmy z tobą porozmawiać. Chodź, usiądź. – Poklepała miejsce obok siebie.
Grace posłusznie usiadła między Hermioną a Teodorem i popatrzyła na mamę.
 – Grace, lubisz pana Teodora, prawda?
 – No tak, a co? – Zmarszczyła czoło, zdziwiona tym nietypowym pytaniem. – Ty też go lubisz.
 – No tak, ja też lubię pana Teodora. – Zerknęła na mężczyznę i pokrzepiająco uniosła kąciki ust. – Kiedyś ci opowiadałam, że zanim się urodziłaś, w naszym świecie walczyliśmy o spokój. Teodor był tam z nami i był bardzo odważny. Tak jakby powiedział „nie wszystkiemu, w co wierzył wcześniej, bronił nas przed bardzo złym czarodziejem.
 – Czyli był bohaterem? – podsumowała Grace.
 – No tak! Tak, pan Teodor był, jest bohaterem… Wiesz, że małe dzieci znajdują się w brzuchu mamy, jeśli dwoje ludzi bardzo się kocha, ostatnio o tym rozmawiałyśmy. Z panem Teodorem mocno się kochaliśmy, a potem dowiedziałam się, że jestem z tobą w ciąży. – Westchnęła. Nie mogła już tego przedłużać. – Skarbie, Teodor jest twoim tatą.
Grace patrzyła na mamę szeroko otwartymi oczami. Dotychczas, kiedy tylko pytała się o swojego tatę, mama nigdy nie odpowiadała dokładnie. Wszystkie dzieci miały tatusiów, wujek Draco to tata Scorpiusa… Tylko ona nie.
To znaczy do teraz, bo okazało się, że pan Teodor to jej tata. Zawsze inaczej to sobie wyobrażała. Marzyła o tym, żeby pewnego dnia podszedł do niej i powiedział, że to właśnie on jest jej tatusiem. Myślała, że będzie bardziej podobny do wujka… Wujek Draco był fajny, zabierał ją i Scorpiusa na lody, kupował jej zabawki i zawsze pomagał. Pan Teodor był bardzo tajemniczy. Rzadko z nią rozmawiał, jakby nie wiedział o czym. Często długo na nią patrzył i przy tym się uśmiechał, ale to zawsze mama musiała tak poprowadzić rozmowę, żeby się do Grace odezwał. Mimo to wydawał się w porządku, był bardzo miły… Grace go polubiła, ale czuła przed nim respekt.
– Ja… chyba pójdę do swojego pokoju.
 Hermiona z Teodorem patrzyli na odchodzącą córkę. Zmarszczyła brwi i westchnęła.
 – Czekają nas dziwne dni… – powiedziała.
 – Wydaje mi się, że za jakiś czas powinnaś do niej pójść. Niech przemyśli te rzeczy sama, ale potem będzie miała mnóstwo pytań.
 – Wiem to, Teodorze. Chodziło mi o coś innego. Grace, moim zdaniem, zacznie się teraz zachowywać skrajnie. Albo będzie cicha i nie będzie chciała z nami rozmawiać, albo zacznie się buntować.
 – Nie wiem, co byłoby lepsze.
 – Ja też nie.
Między nimi zapanowała dziwna cisza. Hermiona podciągnęła nogi na kanapę i zapatrzyła się w ścianę. Największa trudność – powiedzenie Grace, że Teodor to jej tata – została już pokonana. Jednak teraz czekało ich zmierzenie się z, jak się Hermiona spodziewała, żalem córki.

Hermiona odetchnęła, wstając. Spojrzała na Teodora, który szybko złapał ją za dłoń i powiedział:
 – Trzymam kciuki. – Uśmiechnął się. – Jeśli pozwolisz, będę tu czekał.
 – Właśnie, Teodorze, my też powinniśmy porozmawiać. Na temat tego domu. Przecież jest twój… Ale to nie teraz.
 – Kupiłem go dla nas, Hermiono – powiedział szybko. – Zanim…
 – Wiem. Tak czy siak, nie możesz się w nim czuć jak gość – stwierdziła. – Życz mi powodzenia.
Weszła na górę po schodach. Pokój Grace mieścił się tuż obok jej sypialni. Zapukała delikatnie w drzwi.
 – Grace? Mogę wejść?
Otworzyła drzwi i powoli weszła do pokoju. Hermiona zobaczyła swoją  córkę leżącą w łóżku. Grace przytulała do siebie ulubioną maskotkę – różowego jednorożca – którą dostała kilka lat wcześniej od Draco. Pluszak był już w wielu miejscach poplamiony, nawet porysowany.
 – Mamo – Grace przez chwilę zawahała się. – Czemu mi nie powiedziałaś wcześniej?
Hermiona spodziewała się pytań tego typu, to było wręcz nieuchronne, ale zmierzenie się z nimi nie należało do najprostszych wyzwań. Odpowiedzenie na nie tak, by zaspokoić jej ciekawość, a przy tym nie wyjawić tego, o czym dziewczynka nie powinna wiedzieć, nie było łatwe.
 – Bałam się, Gee… To bardzo trudny temat. Teodora przez wiele lat nie było, ja odkładałam to na później i później, aż w końcu nawet nie wiedziałam, jak ten temat zacząć.
 – Zawsze myślałam, że nie mam tatusia, wiesz? Wszystkie dzieci miały, tylko nie ja. Ciągle im zazdrościłam.
 – Wiem, skarbie. I bardzo, bardzo cię przepraszam.
Zapadła cisza, podczas której Grace przytuliła się do Hermiony. Zawsze tak robiła, gdy była smutna czy zła. Zapach mamy ją uspokajał.
 – To dlatego wujek i Scor się wyprowadzają? – spytała Grace. Chciała na chwilę uciec od tematu jej taty, a i tak to pytanie czekało cały dzień. – To dlatego, że pan Teodor wrócił i tu jest?
Hermiona zdziwiła się.
 – Wyprowadzają się?
 – No tak. Scorpius mówił, że dziś wujek chce mu pokazać ich nowy dom. Scor miał powiedzieć, czy mu się podoba.
O niczym takim nie słyszała, a do tej pory była pewna, że jeśli Draco podjąłby decyzję o wyprowadzce, to ona pierwsza by się o tym dowiedziała. Musiała z nim poważnie porozmawiać.
 – Kochanie, porozmawiam z wujkiem i wszystko się wyjaśni. Pan Teodor i wujek Draco się lubią, są przyjaciółmi, więc nie sądzę, że to przez niego.
 – Pan Teodor jest chyba fajny – stwierdziła po chwili Grace, odchodząc od tematu. –  To znaczy nie chyba. Jest. Mamo, jak sądzisz, jak powinnam się do niego zwracać?
 – Myślę, że będzie szczęśliwy bez względu na to, jak będziesz się do niego zwracać.
 – A mogłabym do niego mówić „tato”? Przecież nim jest. A ja zawsze chciałam mieć tatę, mamo.
 – Oczywiście, Grace.
Dziewczynka ziewnęła, a Hermiona spojrzała na zegarek – dochodziła dziewiętnasta. Usłyszały jak drzwi wejściowe otwierają się i Draco rozmawia o czymś ze Scorpiusem. Siedziały tak przez chwilkę, a Grace zaczęła trzeć swoje oczy – mimo tego, że godzina była jeszcze w miarę wczesna, Gee chciało się spać. Tego dnia dużo się działo.
 – Idziemy zjeść kolację? – spytała Hermiona.
 – A zrobisz mi tosta, mamo?
 – Jasne, słońce. – Hermiona nie była zdziwiona tym pytaniem. Jej córeczka jak nic uwielbiała podpiekany chleb z serem.
 – A pan Teodor… to znaczy tata zje z nami?
 – Może sama się go spytasz?


Minęła dwudziesta trzecia i Hermiona siedziała razem z Teodorem w salonie, popijając wino, kiedy do pomieszczenia wszedł Draco. Przełknęła ślinę i westchnęła. Już wcześniej podzieliła się z Teodorem tym, czego dowiedziała się od Grace. Przedtem ich córka zaproponowała swojemu tacie, aby zjadł z nimi kolacje, a najlepiej, gdyby zjadł to, co ona! Potem, gdy Hermiona musiała popracować, Grace wpadła na pomysł, aby to Teodor przeczytał jej bajkę na dobranoc.
 – Kiedy zamierzałeś się ze mną, z nami, podzielić tym, że się wyprowadzasz? – spytała. Do tej pory była jedynie smutna, że się z nią tym nie podzielił, a przynajmniej tak jej się zdawało. Teraz to wszystko przerodziło się w złość.
 – Skąd wiesz? – zdziwił się.
 – Scorpius powiedział Grace.
 – Och… Ja…
 – No co? W ogóle zamierzałeś mi powiedzieć? Czy może miałam się zorientować po tym, jak pewnego dnia nie wrócilibyście z Scorpiusem na noc, a w domu nie byłoby waszych rzeczy, co?!
 – Hermiono, nie denerwuj się… Po prostu wrócił Teodor, pewnie niedługo tu zamieszka. To znaczy, Teo, nie mam nic do tego, to przecież twój, wasz dom. A ja mieszkam tu i tak za długo, miałem się przecież wprowadzić tylko na chwilę, pamiętasz, Hermiono? Miałem szukać od razu czegoś swojego, ale co chwilę to przekładałem, potem się tu zadomowiłem. A teraz nadszedł najwyższy czas, żeby w końcu stanąć na nogi. Chyba nie sądziłaś, Hermiono, że będę z wami mieszkał zawsze?
 – Nie o to mi chodzi przecież. Chciałam się dowiedzieć, dlaczego mi nie powiedziałeś, że szukasz czegoś.
 – Ale już wiesz, więc w czym problem?
 – Draco!
 – Dobranoc, Hermiono. Teodorze. – Wyszedł z pokoju. Hermiona słuchała jeszcze jak wchodzi po schodach, potem zamyka drzwi do swojej sypialni.
 – Mam wrażenie, że zaraz powiesz coś o dziwnie zachowującym się Draco – stwierdził Teodor.
 – Bo tak jest. Nigdy się tak nie zachowywał. – Dopiła ostatni łyk wina. – Możesz mi dolać?
Nott bez słowa sięgnął po butelkę, która stała na stoliku.
 – Myślałam, że się przyjaźnimy – kontynuowała. – A przyjaciele mówią sobie o takich rzeczach. Przecież to nie jest kupno nowych butów, tylko mieszkania!
 – Nie wiem, może Draco się zmienił, ale kiedyś było podobnie. Jak miał jakiś problem, za wszelką cenę chciał go przezwyciężyć sam. Dopiero jak skończyły mu się wszystkie opcje, przychodził do kogoś, kto mu mógł pomóc. Prawdopodobnie poczuł się tu… hm… niechciany.
 – Przecież oboje tu go chcemy, mam rację?
 – Oczywiście. Ale ilekroć byśmy mu tego nie mówili, nie wiemy, co tam u niego w głowie siedzi.
 – Prawda – stwierdziła. – Ale co my teraz możemy zrobić?
 – Tylko i wyłącznie pomóc mu z wyprowadzką. Jeśli już podjął taką decyzję, to oznacza, że ją bardzo dobrze przemyślał.
Siedzieli, rozmawiając jeszcze długo. Kiedy zegar wybił północ, Hermiona zaproponowała, aby Teo został na noc. Rano, kiedy Granger się obudziła, poczuła się jak kilka lat wcześniej. Czuła tors ukochanego za swoimi plecami, jego oddech na swojej szyi… Chciała się tak  budzić już codziennie.

Betowała mózg_leniwca

Jak wam się podoba? Komentujcie, komentujcie, to bardzo motywuje! 


1 komentarz:

  1. Świetny rozdział! Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej ! :)
    Pisz,pisz,pisz :*
    Mogę Cię prosić o komentarz pod moim postem,kiedy dodasz kolejny rozdział? Będę wdzięczna :*

    W wolnej chwili możesz zerknąć również na moje opowiadanie :) - http://myybestenemy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń